Psychoterapeuta i tajemnice

Stary psychoterapeuta i sekrety pacjentów czyli opowiastka o tajemnicy zawodowej. Metaforycznie, poetycko i senniem – krótka historyjka do poczytania w letni wieczór.

Dziś o tajemnicach i sekretach. O tym, jak się ze sobą zaprzyjaźniają wspólnie siedząc w zakamarkach umysłu starego psychoterapeuty. Malują sobie nawzajem paznokcie  czerwonym lakierem. Każda inna, niektóre sprzeczne ze sobą. Czas płochliwego próbowania wydobycia się na zewnątrz już minął im. Gawędząc ze sobą porównują długość  spódnic i kolor opalonych nóg. Ciekawe… Skąd taka opalenizna u istot, które nie widują dziennego światła… Może z marzeń starego psychoterapeuty o słońcu, piasku na plaży i roześmianych kobietach?

Skąd się biorą tajemnice?

psychoterapeuta chroni tajemnicę
fot. Sylwia Marlewska

Tajemnice pochodzą z różnych stron. Ludzie znoszą je do gabinetu, nieśmiało przekraczają próg i rozglądają się, jakby szukali bezpiecznego miejsca, szafy, komody… Bo nie można tak zwyczajnie przyjść i zostawić taką tajemnicę na widoku, przewieszoną przez oparcie fotela… Albo na wieszaku, obok parasola pozostawionego przez roztargnionego pacjenta zeszłej jesieni.  Albo położyć na parapecie okna pomiędzy doniczkami, gazetami.

Niektórzy pacjenci pukają do drzwi i pozostawiają swoje sekrety na wycieraczce, zanim stary psychoterapeuta zdąży im otworzyć i szerokim gestem zaprosić do środka. Porzucona tajemnica wygląda żałośnie i zawsze pozostawia za sobą ślad niepewności… Nikomu nie ufa. Trzeba ją długo oswajać, troszczyć się o nią. W jej cieniu unosi się subtelny zapach starych ran.  Boi się plotek i alkoholu. Stary psychoterapeuta  musi ludzi zmęczonych dźwiganiem tajemnic  głaskać głosem, uspokoić oczami. Łagodnym gestem  rozplata ich ramiona i przygarnia do siebie niewypowiedziany ciężar.

Czasem zwierzenia przesypują się przez palce, a potem na kolanach trzeba je z podłogi pozbierać jak małe kamyki przyniesione przez dziecko w wiaderku z plaży. Takie tajemnice wystarczy czasem zebrać do szklanej miseczki i zraszać mgłą uwagi. Bywają jednak i inne, dla których trzeba mozolnie szukać ich własnego wzoru. Pozostawione  w miseczce będą płakać po nocach i szlochem budzić sąsiadów.

Zdarzają się i takie, które od razu mają i początek, i koniec. Własnym głosem opowiadają swoją długą historię. Są dumne z dystansu, którym obdarzył je czas i cierpienie. Dlatego wypuszczone z zazdrośnie strzegących je objęć rozsiadają się wygodnie w fotelu i mówią, mówią… Nie potrzebują czujnego wsłuchiwania się. Przymykają wyrozumiale oko na dyskretne ziewnięcie starego psychoterapeuty.  Wystarcza im jego obecność. A gdyby zasnął, to bez urazy poczekałyby cierpliwie do rana, by dokończyć swoją historię.

Raz trafiła się jedna zbita w pokaźną bryłę. Nie można było jej ani rozkruszyć, ani zajrzeć do środka, ani przytulić. I taka została… Czasem uwiera starego psychoterapeutę cudzym kanciastym bólem w okolicach krzyża.


Stary psychoterapeuta nie zostawia tajemnic bez opieki.

Nosi je w sobie, bezpiecznie unieruchomione, a zwłaszcza te nowe, które zawsze pchają się na światło dzienne. Przez kilka pierwszych dni musi być szczególnie ostrożny. Chłodno przygląda się rzeczywistości, oszczędza całe ciepło dla sekretnego gościa. Nowa tajemnica  blaskiem rozjaśnia jego twarz, a on zamyka oczy, by nie pozwolić jej wypłynął strumieniem przez źrenicę, by nikt jej nie zobaczył. Stary psychoterapeuta czuje, jak nowa tajemnica szarpie się, unosi mu klatkę piersiową mocniej niż oddech. Drży pod koszulą próbując się wyrwać. Histerycznie pragnąca ujawnienia bezgłośnie krzyczy, więc przytrzymuje ją mocniej. Chroni ją przed śmiercią.  Bo zdradzone tajemnice umierają w taki sam sposób, co większość zdradzonych żon – zasztyletowane ludzkimi spojrzeniami.

W końcu tajemnica rezygnuje z jawnego buntu. Przycupnięta w kąciku czujnie przysłuchuje się potokowi słów starego psychoterapeuty. Szuka okazji, by przypadkiem niechcący wypłynąć z nurtem komentarzy i interpretacji.  Czasem nieoczekiwanie szarpnie starego psychoterapeutę za rękę, by zdradzić swoją obecność, ale on ten  niespodziewany ruch tuszuje poprawiając krawat.

Bywa, że oswojona  tajemnica  rozpoznaje kogoś po zapachu i wtedy natarczywie kojarzy się staremu psychoterapeucie każdym słowem i spojrzeniem. Podstępnie próbuje się uwolnić, wyfrunąć, zanim on zdąży zasłonić oczy czy usta.

W końcu tajemnica poddaje się…

W końcu tajemnica poddaje się… Stary psychoterapeuta nie czuje już szarpaniny serca, ani jej tęsknoty za światem. Uchodzi z niej powietrze, kołysze się zapomniana jak mokry ręcznik na drzewie przy plaży w ostatni dzień lata. Stary psychoterapeuta już wie, że tajemnica wkrótce polubi jego wewnętrzne cienie. Rozejrzy się po jego umyśle, jak kobieta wchodząca do nowego mieszkania. Zauważy, że nie jest w tym wnętrzu sama. Znajdzie dla siebie miejsce, wtulona w inną tajemnicę. Będą tak sobie siedzieć dorośle wyrozumiałe, dziecięco rozchichotane. Przestaną tęsknić za rozgłosem, całą energię zużywając na wzajemne pocieszanie się i na manicure.

Uczą się  od siebie: te bolesne od frywolnych – śmiania się, te wesołe od smutnych – mądrości. Stary psychoterapeuta opiekuje się nimi. Owszem, czasem przychodzi mu do głowy zupełnie nieroztropna myśl, by je zinwentaryzować. Rozbiegają się wtedy, chowają głębiej niż zwykle, stają się zaskakująco małe, nieważne. W końcu stary psychoterapeuta daje im święty spokój. Pozwala wdzięczności rozlać się ciepłym strumieniem za te sekretne dary…

Autor A. Prankiewicz (opublikowano za zgodą autora), fotografie: Sylwia Marlewska

………………………………

Przepisy ustaw obligujące do zachowania tajemnicy zawodowej

O tajemnicy zawodowej czyli klazula informacyjna